Sny mi się pocą,
Jedne się mącą,
Inne mnie budzą.
Są takie głośne,
Że żona i wnuki się budzą,
I zasnąć nie mogą.
Złoszczą się i poduszki
We mnie rzucają.
Tak dalej być nie może,
Atmosfera gęstnieje,
I w kuchni brzęczą noże.
Ja wbiegam do kuchni,
Szukam i chowam noże,
Bo gdy je znajdą,
To nie daj Boże.
Czasem mam sny ciche i suche,
A czasem namiętne i mokre.
I te mokre też mnie budzą,
Atmosfera gęstnieje,
I w kuchni brzęczą noże.
Ja wbiegam do kuchni,
Szukam i chowam noże,
Bo gdy je znajdą,
To nie daj Boże.
Czasem mam sny ciche i suche,
A czasem namiętne i mokre.
I te mokre też mnie budzą,
Ale niestety choć się mącą
To już nie te lata,
Bo wszystko w tych snach
W koło mego ha... lata.
I tak to jest, kiedy
Dach domu zardzewiał,
A w piwnicy wilgoć i mokro.
Muszę Wam powiedzieć,
Że taką poezję mam w sobie,
I nie trzymam ją w szufladzie,
Tylko czytam ją Tobie, Tobie i Tobie.
To już nie te lata,
Bo wszystko w tych snach
W koło mego ha... lata.
I tak to jest, kiedy
Dach domu zardzewiał,
A w piwnicy wilgoć i mokro.
Muszę Wam powiedzieć,
Że taką poezję mam w sobie,
I nie trzymam ją w szufladzie,
Tylko czytam ją Tobie, Tobie i Tobie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz